RSS
 

Nowe – stare – nasze KINO JUTRZENKA

23 mar

Kino jest najbardziej perwersyjną ze sztuk nie daje ci tego, czego pożądasz,

ale mówi jak pożądać. /Slavoj Žižek/

Historia kina sięga końca XIX wieku chociaż jest to dość umowne, bo pewno należałoby zacząć od definicji kina. Nie jest to jednak miejsce ani czas, bo to czemu chcę poświęcić ten krótki artykuł to renesans kina we Wleniu.

Zacznijmy jednak od kilku zdań wprowadzenia:

Pierwszy pokaz „filmowe” przy zastosowaniu aparatury braci Lumière odbył się na Dolnym Śląsku, a dokładnie we Wrocławiu 7 września 1896 roku w sali Domu Koncertowego przy Gartenstrasse 39-41 (obecnie ul. Piłsudskiego). Został on zorganizowany przez spółkę Deutsche Automaten-Gesellschaft Stollwerck &Co. z Kolonii. Firma posiadała licencje do wyświetlania filmów na całym terytorium Niemiec[1]. Żadne miasto leżące we współczesnych granicach Polski nie zetknęło się z nowym wynalazkiem wcześniej. Pokazy, które zorganizowała firma Deutsche Automaten-Gesellschaft z główną siedzibą Kolonii, trwały do 6 grudnia, ale już w tym czasie na mapie miasta pojawili się pierwsi konkurenci. Wkrótce pokazy filmowe stać się miały stałym i ważnym elementem programu teatrów variétés na terenie miasta, odwiedzanego też chętnie przez popularne wówczas kina objazdowe, które stanowiły filar dystrybucji filmu w tym okresie jego rozwoju w Europie[2].

1111Źródło: http://lwowek_slaski.fotopolska.eu/759730,foto.html?o=b60892

Od roku 1905 nastąpił w Niemczech, a także na Dolnym Śląsku szybki rozwój kin stacjonarnych. O ile w roku 1905 w całych Niemczech istniało ok. 40 kin, to w 1913 roku było ich już ponad 3 tysiące, a w samym Wrocławiu funkcjonowały aż 23 kina.

Początki kina związane są dość mocno z kinem objazdowym, które w pewnym stopniu organizowały czas pracy, ale również niosły pewną wartość kulturową szerząc swoja działalność w każdym miejscu, gdzie było to możliwe.

Ciekawość czy jest kino zwyciężyła i już w pierwszych latach XX wieku nowy sposób spędzania czasu stał się tak powszedni, że na bieżąco śledzono repertuar kin objazdowych.

Kino dociera wszędzie, nie ma granic dla X Muzy. To była kwestia czasu, kiedy kolejne firmy będzie można oglądać na białym ekranie. Jednak ta sinusoidalność dawała ciągłe poczucie niedosytu, a coraz częściej decydowano się na budowę kina w każdej większej miejscowości, początkowo o randze powiatu, ale już w okresie I Wojny Światowej również na etapie gminy.

Swoje przysłowiowe pięć minut miało również kino we Wleniu, kiedy to w 1917r. zostaje podana informacja, że powstaje miejsce do nowego środka przekazu w hotelu należącym do rodziny Steiner  „Deutsches Haus”.

 

5Deutsches Haus – widok obecny, Zdj. Ł. Zemła

7Deutsches Haus – widok obecny, Zdj. Ł. Zemła

Jak podaje R.MŁuczyński oferta kina we Wleniu była bardzo zróżnicowana i obejmowała krótkie filmy dokumentalne, m.in. o rozruchach w Berlinie, zwierzętach w indyjskim mieście Benares, wyścigach konnych i psach policyjnych. Wyświetlono także trzyaktową komedię Das Fräulein von der Kavallerie „Das Fräulein von der Kavallerie `1917″ (Kawaleryjska panna), „Das Fraulein von dec Kavallerie”[3].

Od 1 lutego 1919 r. hotel „Deutsches Haus”, będący od 60 lat własnością rodziny Steinert (potem także Lorenz), przeszedł w ręce Fritza Steina z Lubina, co w żaden sposób nie wpłynęło na funkcjonowanie kina.

2222222

Źródło: https://www.google.pl/imgres?imgurl=http://www.wlen.org.pl/atrakcje/film/deutsches_haus_in_lahn.jpg&imgrefurl=http://www.wlen.org.pl/atrakcje/przedwojenne_kino_we_wleniu.html&h=623&w=800&tbnid=2cfEnV1Iqv_r7M:&docid=DTutzJbN0bHmiM&ei=_67xVvWNBoe8ae7psogG&tbm=isch

 

Co ciekawe dostęp do nowego narzędzia kultury był stosunkowo tanie i jego cena oscylowała od 10 fenigów, w najbardziej standardowym miejscu, po bilety na galerii, które kosztować miały 1.25 marki, I miejsce – 1 markę, II miejsca – 75 fenigów, a dla dzieci po 40 fenigow (dla przykładu w kwietniu 1919r.  jajo kurze kosztowało 90 fenigów, tyle samo ok. 0,5 kg białego sera, a duży gołąb 3,50 marki.)[4].

Co ciekawe ilość miejsc, jakimi dysponowało przedwojenne kino we Wleniu mogło sięgać ok.  150 osób. Po 1945r. w powstałym w tym samym miejscu Kino Jutrzenka mogło pomieścić ok. 170 osób.

Po 120 od upowszechnienia kina i po 27 latach od kryzysu kina we Wleniu, coś drgnęło, coś się zmieniło, coś się stało :)
Tak dziś wygląda Kino Jutrzenka we Wleniu:
1Fot. Łukasz Zemła&K.Krukowska-Zemła
2Fot. Łukasz Zemła&K.Krukowska-Zemła
3
Cudowni Ludzie – Inspiratorzy – Dobre Dusze i przede wszystkim PRZYJACIELE:
Krystyna Krukowska-Zemła, Doris Baumert, Wojciech Szczerepa.
Wielkie gratulacje dla Anny Komsty !
4Fot. Łukasz Zemła&K.Krukowska-Zemła


 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Marczów, My...

 

W czym dawniej chadzano…..Huculska moda z naszych zbiorów

06 sty

W czym w dawnych czasach chadzano….Huculska moda z naszych zbiorów

 

Pierwszy raz z określeniem Hucuł, Huculszczyzna spotkałem się w 2012r. podczas wizyty na Ukrainie u rodziny w okolicach Kołomyi. Nie przywiązywałem wagi wówczas do bliższego określenia, co to i kto to. Dziś wracam do tematu, bo co ciekawe znalazłem kilka rodzinnych zdjęć w oryginalnych strojach Hucułów z początku XX w.

Granice Huculszczyzny są trudne do określenia, ze względu na bardziej etniczny niż geograficzny charakter regionu, kojarzonego z góralszczyzną. Region ten położony jest w zachodniej części Ukrainy, na obszarze Karpat Wschodnich, w widłach Prutu, Czeremoszu i Cisy, u stóp Czarnohory i Gorganów. Obejmuje część Pokucia i Bukowiny. Obecnie, prawie w całości, znajduje się w Ukrainie, mała część jest rumuńska. W XII w. teren ten należał do Rusi Halicko-Wołyńskiej, zaś od czasów Kazimierza Wielkiego (XIV w.), Huculszczyzna znajdowała się w obrębie Rzeczypospolitej. Po 1772 r. weszła w skład monarchii austriackiej, a następnie austro-węgierskiej. W latach międzywojennych, znów znalazła się na terenie Polski, a po II wojnie światowej – Związku Radzieckiego. Po odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości w 1991 r., otworzyły się znów możliwości wyjazdów na Huculszczyznę.

Nie do końca wyjaśnioną sprawą jest także geneza słowa „Hucuł”. Wiązano je między innymi z połowieckim „koczuł” czyli pastuch, rumuńskim „hot”- rozbójnik.

1

 

 

Huculi to grupa etniczna górali mieszanego pochodzenia: rusińskiego, wołoskiego i rumuńskiego, chrześcijan obrządku greko-katolickiego oraz prawosławnego. Charakter huculskiego stroju został określony przez związane z gospodarką pasterską, zróżnicowane etnicznie, osadnictwo wołoskie, które rozprzestrzeniało się w Karpatach od XIII do XVII w. Huculi, z dala od szlaków handlowych, dróg i dużych miast, stworzyli oryginalną kulturę regionalną. Ich tradycyjnymi zajęciami były hodowla bydła, pasterstwo i myślistwo oraz hodowla koni. Wyhodowali uchodzące za piękne i bardzo wytrzymałe, konie huculskie.

Mężczyźni nosili filcowe kapelusze, tzw. krzesanie, które na co dzień nie były przyozdabiane, ale w wersji świątecznej zdobiono je kolorowymi sznurkami z wełny. Szczególnie strojny był kapelusz pana młodego. Koszule męskie noszone w XIX w. szyte były z lnianej tkaniny samodziałowej o kroju podłużnego poncho, z doszywanymi długimi rękawami, wszytymi nad nadgarstkiem w oszewkę, która stanowiła rodzaj wąskiego mankietu, tzw. dudy. Zdobiono je haftem. Na przełomie XIX i XX w. koszule wypuszczano ok. 20-30 cm na spodnie, przykrywając biodra. Współcześnie, koszula u dołu wykończona jest prosto i wpuszczana w spodnie, lub noszona na spodnie, ale wtedy zakłada się pas lub krajkę. Najstarsze spodnie były szyte z grubego białego płótna – porkenyci, najpopularniejsze, z sukna czerwonego tzw. kraszanyci. Spotykane były również sukienne spodnie niebieskie lub białe – chołoszni, haczi. Spodnie zdobiono haftem o prostych ściegach, głównie w kolorach: żółtym, czerwonym, pomarańczowym i różowym. Na koszulę zakładano krótki, biały kożuszek – rodzaj bezrękawnika, zwany keptarem, noszony zarówno przez kobiety jak i mężczyzn. Keptary szyte były z naturalnych skór, z włosem do spodu. Wierzch był biały, dobrze wyprawiony i bogato zdobiony różnorodnymi haftami, aplikacjami ze skóry i nabijanymi mosiężnymi kapslami. Wierzchnim okryciem męskim był serdak – sierak. W zależności od wsi, były zróżnicowane w swoim zdobnictwie. Nogi owijano sukiennymi onucami. Noszono również skarpety – kapci, najczęściej czerwone. Na nogi zakładano, zależnie od okresu i pory roku, postoły – rodzaj skórzanych kierpców, lub buty zwane czobotami, które miały cholewki ułożone w harmonijkę.

2fot. ze zbiorów K.Ł.Zemła

 

Mężczyźni nosili czerwone lub brązowe spodnie, zdobiony pas, białe koszule i wyszywane serdaki. Strój huculski był przesiąknięty symboliką. Kolor czarny przypisywano starszyźnie, brązowy- osobom w średnim wieku, a czerwony młodym. Kolory symbolizowały także krew, ogień, chleb, złoto, niebo. Tkaczki i tkacze barwili materiały za pomocą buraków, gliny, węgla, sadzy, czyli tego co było stosunkowo łatwo dostępne w ich okolicy.

3 fot. ze zbiorów K.Ł.Zemła

Cenione były piękne, zdrowe włosy, które dziewczęta zaplatały w dwa warkocze. Aby były grubsze i piękniejsze wplatano w nie wełnę i tasiemkę z muszelkami lub mosiężnymi kapslami. Najbardziej archaicznym i najstarszym elementem nakrycia głowy młodej mężatki był biały czepiec, który zawijano długim zawojem – peremitką. Był to rodzaj długiego szala czy ręcznika, ozdobionego na krótszych bokach haftem tkackim, który równo złożony zakładano nad czołem, następnie owijano pod brodą i przekładano z jednego boku pod spodem lub z dwóch stron nad uszami, a haftowane końce spuszczano z tyłu na plecach. Na peremitkę zakładano chustkę wełnianą w kwiatowe wzory, wiążąc ją na ciemieniu i spuszczając końce na plecy. Najstarsze koszule kobiece, soroczki, szyte były z lnianego, bielonego płótna, tkanego na domowych warsztatach. W XIX w. koszule miały krój przyramkowy, z marszczeniami wokół szyi, doszytymi rękawami, marszczonymi przy przyramku i na mankiecie. Były ściągnięte nitkami lub wąskim ozdobnym szlaczkiem, tworząc nad nadgarstkiem falbanki.

4 fot. ze zbiorów K.Ł.Zemła

Strój kobiecy składał się z białej bluzki z wykładanym kołnierzykiem i szerokimi rękawami ściągniętymi mankietem. Spódnica była szeroka, lniana, do tego zakładano dwa fartuszki, jeden z nich szerszy wiązało się z przodu, drugi z tyłu. Były one krótsze od spódnicy, zwykle w kratkę lub u dołu miały wyszyte pasy. Hucułka na bluzkę zakładała wyszywany serdak. We włosach wiązała wstążki. Do tego zakładała biżuterię metalową

5fot. ze zbiorów K.Ł.Zemła

 

Koszule były bogato zdobione i w zależności od wsi miały swoje wzornictwo i kolorystykę. Haftowano przyramki lub całe rękawy, dół koszuli, mankiety i tkaninę wokół szyi. Mody na hafty ulegały najszybszym przemianom. Koszula kobieca była długa do kostek, a na nią zakładano zapaski: jedną tylną, drugą przednią. Zapaski noszone w XIX i na początku XX w., wykonywane były z wełny, na domowych warsztatach, splotem rządkowym i często miały wplatane metaliczne, srebrne nitki. Wzór tkacki układał się w poziome prążki. Oprócz zapasek noszono opinki, czyli rodzaj spódnicy, która wykonana była także z samodziałowej tkaniny wełnianej, splotem rządkowym, o widocznej fakturze splotu i wzorze układającym się pasowo. Był to jeden kawałek tkaniny, zakomponowany w ten sposób, że wzdłuż dołu miał wzór pasowy gęstszy – rodzaj bordiury, która była również na bokach tkaniny. Środek był gładki, z widoczną fakturą. Zapaski i opinki były zawiązywane w pasie krajkami. Na koszule kobiety zakładały takie same keptary jak mężczyźni. Noszono również kożuchy, zdobione aplikacjami i kolorowymi pomponikami z wełny. Na nogach Hucułki miały onuce lub wełniane, ozdobne skarpety, na które zakładały postoły, czyli kierpce. Zgardy, krywulki, czeprahy to elementy biżuterii noszonej na Huculszczyźnie na przełomie XIX i XX w., zarówno przez kobiety jak i przez mężczyzn. Zgardy to naszyjniki z mosiężnych krzyżyków lub monet, krywulki – ozdoby o geometrycznych wzorach, wykonane poprzez nanizanie na nici koralików, czeprahy to po prostu zapinki. Mężczyźni nosili na piersiach ozdobne krzyże, pasy, ozdobnie nabijane torby oraz laski: kelefy, pałycia, ciupagi. Nieodzownym atrybutem Hucuła i Hucułki była fajka.

6

 

 

 

Prócz niegasnących tradycji hafciarskich Hucułki mogą pochwalić się tradycjami tkackimi. Przez szereg stuleci Hucułki same szyły stroje dla siebie i swoich bliskich, a także same tkały. Do przędzenia używano wrzecion. W okresie międzywojennym Huculi słynęli z umiejętności wyrobu cienkiej wełnianej nitki. Było to zajęcie mniej mozolne niż otrzymanie nitki z lnu.

Przed strzyżeniem owce „kąpano” w jeziorze lub rzece, następnie je strzyżono nożycami. Później myto wełnę, ale jej nie odtłuszczano. Zabieg ten miał swoje uzasadnienie, nieodtłuszczona wełna lepiej chroniła przed wilgocią, ale niestety bardzo brzydko pachniała, a jej zapach utrzymywał się jeszcze przez długi czas. Następnie palcami wyciągano zanieczyszczenia. Wełna poddana tym wszystkim zabiegom była gotowa do przędzenia.

Tkanie było pracą bardzo pracochłonną i dość powolną. Używano bardzo prostego sprzętu, który był stawiany w chacie. Po dziś dzień wyrabia się na Huculszczyźnie koce, kilimy, zapaski. Koce zastępują pościel, są wytwarzane z wełny białej, czarnej, farbowanej. Ozdabiane były rombami. Wyrabiany w domu był także strój ludowy. Urzekał on swoimi barwami, zdobnictwem. Wszystko było wykonywane ręcznie.

7

 

Rok zmian…

31 gru

Rok zmian, rok wydarzeń, rok wyzwań i przede wszystkim rok do przodu…

 

Krótkie podsumowanie roku, który zgodnie z terminologią chińską, był rokiem drewnianej kozy…

Jaki on był, taki i jaki ?

To dość dziwne pytanie i ciężko jednoznacznie mi się do tego odnieść. Z jednej strony wiele się działo, rzeczy, na które człowiek (ja) chyba nie był (em) gotowy, ale czy jest tzw. odpowiedni czas, czy po prostu pewne rzeczy się dzieją ?

Nie wiem – ale życie uczy pokory i wiem jedno, trzeba się uśmiechać, nawet przez łzy (one też są potrzebne), bo każda chwila może być warta na wagę złota. Dziś usłyszałem, jak P.Kossakowski powiedział, że jedyną najcenniejszą rzeczą, którą możemy podarować najbliższym ( potraktuję to szerzej – ludziom, którymi się otaczasz ) jest nasz czas.

Ten przykrótki wstęp chce dedykować tym, których już ze mną nie ma, a byli mi bardzo bliscy i bardzo mi ich brakuje, ale wierzę, że oni są – są i otaczają mnie. Jestem też pewien, że to co wspólnie przeżyliśmy, to co budowaliśmy, to jak się śmialiśmy, jak rozmawialiśmy, jak spędzaliśmy czas, tak mocno jest w mojej pamięci, że mimo trudności i tego czego doświadczyliśmy, to co przyniosło nam  życie, umocniło nasze relacje i dało doświadczyć wielu emocji, które można teraz nazywać – to boli i będzie bolało, bo w sercu została pewna pustka, której nie wypełniają osoby, ale najpiękniejsze wspomnienia z nimi związane i jak dalej będzie bez Was wyglądała moja podróż i uchwycone chwile ?

Clipboard01Łucja Zemła (1940-2015)

 

Rzeczy się działy, dzieją i będą działy, a my idziemy do przodu i tworzymy, kreujemy i jesteśmy zmianą.

 

Działo się :

700-lecie Marczowa

0000000000000

Pamięć , Historia, Czas, Ludzie, Wartości…

 

000000000000

 

Rodzina Kurtz i Radna W.Białucka w czasie uroczystości 700-lecia Marczowa

0

Wystawa w czasie Obchodów 700-lecia Marczowa

Ciągłe poszukiwania i eksploracja historii

13

2

4

 

3

 

5

 

 

Dotarcie do Polnaki i do najstarszego Zemły

8

 

Piotr Zemła ur. 1850 r. s. Ignacego Zemło s. Pawła i Jadwigi Jurecka oraz Małgorzata c. Jakuba Jarosz i Magdaleny Wąsik

Katarzyna Zemła ur. 1861 r. zd. Huczek c. Jana s. Jakuba i Heleny Zając oraz Agnieszki c. Józefa Nikliborc i Salomei Tyran

Jan Paweł Huczek ur. 1834 r. s. Jakuba s. Andrzeja i Elżbiety (1/2 cmetho) oraz Heleny c. Błażeja Zając i Ajula (?) Lokajc

9

 

Dotarcie do Hecznarowic i rodziny Stopa:

11

Michał Stopa (1833 r.) s. Jana Stopa i Marianny c. Macieja Pyka

Jan Ewangelista (1804 r.) s. Franciszka i Marianny c. Józefa Kubiczek

Akt Ślubu Jana Gasiorka i Anny Stopa:

10

1889r. 26 listopada, Jan Ignacy Gąsiorek (1863.11.08) s. Ignacego i Anny Zuber z Kóz zawarł związek małżeński z Anną Stopa (1867.12.29) c. Michała i Marianny Tatoń

 

 

Ciągła eksploracja:

Pławna i pomnik rodziny Rothe, jeden z niewielu, który ocalał.6

 

8

Pomnik Poległych Bohaterów Niemców w czasie I Wojny Światowej w Przeździedzy

9

Inne cudowne miejsca

7

10

 

12

15

 

Jestem pewien, że kolejny rok da mi wiele możliwości na doświadczanie, podróżowanie, pogłębianie mojej pasji i obdaruje mnie cudownymi ludźmi wokół z którymi będę dzielił czas !

na koniec

 

 

 

 

Jak to pradziadek Jan Kanty Dwornik w Legionach Piłsudskiego wojował

11 lis

Jak to pradziadek Jan Kanty Dwornik w Legionach Piłsudskiego wojował

Był rok 1895, kiedy to w wiosce Czaniec na świat przychodzi najstarsze dziecko Jana Dwornika i Katarzyny z d. Mynarskiej. Rodzina z tradycjami rolniczymi prowadziła kilkuhektarowe gospodarstwo na Górnym Czańcu i tam też swoje wczesne dzieciństwo spędził Janek. Jego życie przeplatało się w latach 1902 do 1907 ukończeniem Szkoły Powszechnej w Czańcu oraz współprowadzeniem z Ojcem gospodarstwa. Życie Jana Kantego zmienia się diametralnie w dniu 7 października 1914r. Wówczas to zaciąga się on do armii tworzonej w Krakowie, której przewodzi Józef Piłsudski. Już 7 października po krótkim przeszkoleniu zostaje przypisany do I Brygady, 5 Pułku Piechoty 8 Kompanii.

Akt urodzenia Jana Kantego Dwornika z Parafii w Czańcu:

4

Zalążek 5 Pułku Piechoty Legionów stanowiły dwa bataliony: II i IV I Brygady Legionów. Po walkach w okolicach Kielc i na linii Wisły we wrześniu 1914 r. bataliony brały udział w bojach pod Winiarami i Nowym Korczynem. Następnie pododdziały I Brygady toczyły ciężkie walki pod Krzywopłotami i Załężem, od 22 do 25 grudnia uczestniczyła w bitwie pod Łowczówkiem. 5 pp Leg. wziął udział w bitwie pod Konarami (16 – 25 maja 1915 r.), następnie w walkach pod Ożarowem, Urzędowem Babinem, Jastkowem i Kamionką. O jego bojowej postawie świadczy przydomek, który wówczas pozyskał: „Zuchowatych”. W lipcu 1916 r. pułk walczył pod Kostiuchnówką, Dubniakami i Rudką Miryńską. Latem 1917 r., podczas kryzysu przysięgowego, żołnierze, którzy odmówili złożenia przysięgi na wierność Cesarstwu Niemieckiemu i Austro-Węgrom zostali internowani w obozach w Beniaminowie i Szczypiornie.

Dowódcy pułku:

kpt./ppłk Leon Berbecki: 28 XII 1914 – 5 VII 1916; X – XI 1916

mjr Stanisław Burhardt-Bukacki: 6 VII – X 1916

mjr Mieczysław Ryś-Trojanowski: XI 1916 – I 1917

mjr Stanisław Burhardt-Bukacki: I – VII 1917

mjr Józef Zając (od 1 VIII 1917)

Co ciekawe dopiero kiedy oddziały Józefa Piłsudskiego przeszły w rejon miejscowości Kęty, gdzie miały odtwarzać zdolność bojową, Komenda Legionów Polskich wydała rozkaz o utworzeniu I i II Brygady Legionów. W czasie pobytu w Kętach 5 Pułk Piechoty I Brygady pod dowództwem Berbeckiego przebywał w Czańcu, czyli rodzinnej wiosce Jana Kantego Dwornika.

1Jan Kanty Dwornik wraz z odznaczeniami.

2

I Brygada miała składać się z 1 i 5 pułku piechoty. Tymczasem, wbrew temu oficjalnemu podziałowi, w brygadzie obowiązywał podział wewnętrzny na trzy pułki. 1 pułk piechoty mjr. Edwarda Rydza-Śmigłego składał się z I i III batalionu. Kolejny pułk, który przyjął numer 5, dowodzony przez mjr. Leona Berbeckiego składał się z II i IV batalionu, natomiast V i VI batalion wchodziły w skład pułku mjr. Stanisław Trojanowskiego ?Rysia?, po którym dowództwo objął mjr Michał Żymierski. Ten ostatni pułk w 1916 roku przyjął numer 7. Podkreślić należy, że z czasem pierwotna numeracja z 1914 roku pozacierała się, a w każdym z pułków przyjęła się kolejność trzybatalionowa.

Pod koniec lutego 1915 roku I Brygada została załadowana na transporty kolejowe i przerzucona na front nad Nidę, gdzie objęła odcinek frontu, który zastygł w wojnie pozycyjnej. Dwumiesięczny pobyt w okopach nad Nidą wykorzystano na rozbudowę oddziałów. Bataliony strzeleckie powiększyły się o czwarte kompanie, a każda kompania liczyła teraz cztery plutony. Dotychczasowy dwuszwadronowy dywizjon ułanów rozpoczął formowanie 3 szwadronu. Jedynie II dywizjon artylerii cały czas posiadał tylko dwie baterie.

Brygada Piłsudskiego stacjonowała w Kętach oraz okolicznych wioskach do końca lutego 1915 roku. W miasteczku zostały rozlokowane najważniejsze instytucje jednostki, m in. sztab, komenda placu, prowiantura, sanitariat, żandarmeria audytoriat, orkiestra, itp. W Bulowicach stanął najpierw 1 pułk piechoty, po tygodniu, 31 stycznia 1915 roku regiment ten przeniesiono do Wilamowic. Pozostałe komponenty I Brygady rozlokowano w następujących miejscowościach: w Czańcu -  5 pułk piechoty, w Kobiernicach – VI batalion piechoty, w Bujakowie – V batalion piechoty oraz kompanię saperów, w Kozach – dywizjon kawalerii.

2 marca pułk obsadził odcinek nad Nidą w rejonie Sobowice – Pawłowice – Kwasków. Tam do maja toczył walki pozycyjne. 11 maja przeprawił się przez Nidę i ścigał oddziały rosyjskie w kierunku wschodnim. Od 16 do 25 maja walczył w bitwie pod Konarami. W czerwcu, w ramach letniej ofensywy państw centralnych, 5 pp. wziął udział w bitwie pod Ożarowem i Tarłowem. Za zasługi w bojach Józef Piłsudski nadał pułkowi przydomek „Zuchowatych”.

Po przekroczeniu Wisły pułk walczył pod Józefowem i Urzędowem. Pod Jastkowem wspierał nowo sformowany 4 pułk pułkownika Roji. W końcu sierpnia pułk walczył pod Raśną i Wysokiem Litewskiem. W pierwszych dniach września przegrupował się na Wołyń na linię Stochodu i Styru i do grudnia prowadził ciężkie walki w rejonie Kołki – Koszyszcze – Stowygoroże.

W końcu kwietnia 1916 roku, wspólnie z innymi oddziałami 1 Brygady Legionów obsadził rejon na północ od „Polskiej Góry” pod wsią Kostiuchnówka. Gdy trwała Ofensywa Brusiłowa, rankiem 4 lipca nastąpił ostrzał artyleryjski i natarcie piechoty rosyjskiej na polskie pozycje i rozpoczęła się Bitwa pod Kostiuchnówką. Na prawym skrzydle była 128. Brygada Honwedów, a na lewym skrzydle 11. Dywizja Kawalerii, jednak już w pierwszym dniu, Węgrzy opuścili okopy. Jednak przeciwnatarcie 5. Pułku Piechoty doprowadziło do odzyskania pozycji. 5 lipca o godzinie 2.30 nad ranem. 3. pp. odbił Rosjanom i utrzymał Polską Górę.
W najtrudniejszej sytuacji znalazł się I/ 5 pp. Batalion musiał walczyć w okrążeniu. Pomimo odparcia w dniu 6 lipca szarży 11 rosyjskich szwadronów 16. Dywizji Kawalerii, w wyniku przewagi ilościowej Rosjan, oddziały 5 pp. o godzinie 15.00 otrzymały rozkaz wycofania się na linię Stochodu. Mimo wycofania się armii austro-węgierskiej, za sprawą długiego oporu polskich Legionów odniesiono ważny sukces strategiczny, zapobiegając przełamaniu frontu mogącemu spowodować całkowitą dezorganizację frontu na tym odcinku. Spod Kostiuchnówki, pułk został wycofany nad Stochód. Tu do października prowadził jeszcze szereg walk – pod Dubniakami, Rudką Mizyńską i Sitowiczami. W połowie października został przewieziony do Baranowicz. Zaś w końcu listopada został przetransportowany do Pułtuska, gdzie miał stanowić podstawę do tworzenia przyszłych sił zbrojnych przy boku Niemców.
Tu wszedł w podporządkowanie dowódcy III Brygady Legionów płk. Szeptyckiego.

W okresie istnienia pułku w walkach zginęło 32 oficerów i 304 szeregowych, rannych zostało 1176 oficerów oraz szeregowych.

Według raportu porannego z 25 czerwca 1917 roku stan zaprowiantowanych liczył 83 oficerów i 1629 szeregowych, w tym 72 urlopowanych oraz 189 koni.

W czasie kryzysu przysięgowego żołnierze pułku pochodzących z Królestwa Polskiego odmówili złożenia przysięgi na wierność Cesarzowi Niemieckiemu. 16 lipca 1917 roku 502. legionistów, którzy odmówili złożenia przysięgi zostało odesłanych do obozu internowania w Szczypiornie (115 z I baonu, 191 z II baonu i 196 z III baonu). 29 lipca do obozu internowania odesłanych zostało kolejnych 20. legionistów, którzy odmówili złożenia przysięgi (odpowiednio z poszczególnych batalionów 8+8+4). Część legionistów będących obywatelami Austro-Węgier, w geście solidarności, odmówiła pełnienia służby w Polskim Korpusie Posiłkowym i została wcielona do cesarskiej i królewskiej Armii. Dla obu tych grup „Zuchowatych” dzień 17 lipca 1917 roku jest ostatnim dniem istnienia pułku. W tym dniu pułk został rozwiązany. Proces rozformowywania trwał jeszcze kilka tygodni.

23 lipca 1917 roku stan ewidencyjny pułku wynosił 48 oficerów i 931 szeregowców, w tym 47 oficerów i 872 szeregowców – poddanych austro-węgierskich oraz 59 szeregowców – „królewiaków”, którzy odmówili złożenia przysięgi. Podporucznik Stefan Rowecki, jako poddany Królestwa Polskiego złożył przysięgę 24 lipca 1917 roku. 2 sierpnia 1917 roku w Więzieniu Fortecznym Wojsk Polskich przy ulicy Dzikiej i Gęsiej w Warszawie komendant Żandarmerii Polowej porucznik Norbert Okołowicz odebrał przysięgę od 7 aresztowanych obywateli Królestwa Polskiego – żołnierzy 5 pp. 13 sierpnia 1917 roku ze służby w Polskim Korpusie Posiłkowym zostało zwolnionych 14 oficerów pułku na czele z kapitanami: Józefem Wilczyńskim i Alojzym Konasem oraz porucznikiem Stanisławem Skwarczyńskim.

27 i 28 sierpnia 1917 roku pułk został przetransportowany koleją z Zegrza do Galicji. 27 sierpnia o godz. 6.10 odjechał transport nr 93609, w którym znajdowało się 26 oficerów, 417 szeregowców, 100 koni i 35 wozów. Następnego dnia o godz. 9.30 odjechał transport nr 93610 z II rzutem pułku. Oba transporty pobierały prowiant 28 sierpnia na stacji w Koluszkach. Po przybyciu transportów pułk został rozlokowany w Siedliskach. 16 września 1917 roku Komenda Oddziału Uzupełniającego otrzymała polecenie skierowania do Siedlisk 60 żołnierzy pod dowództwem oficera celem odbioru „materiału skarbowego po 5 pułku piechoty”. Tego samego dnia dowódca Polskiego Korpusu Posiłkowego, pułkownik Zygmunt Zieliński „uwolnił ze służby Polskim Korpusie Posiłkowym” 39 oficerów na czele z kapitanem Michałem Tokarzewskim, którzy wyrazili chęć wstąpienia do c. i k. Armii.

Od 18 do 25 września 1917 roku, w czterech transportach, wyjechało łącznie 27 oficerów i 830 żołnierzy pułku, którzy zrezygnowali ze służby w PKP i wyrazili chęć służby w c. i k. Armii:

  • 18 września, transportem nr 35148 wyjechało 5 oficerów i 219 żołnierzy z I baonu,
    z przeznaczeniem dla 1 i 2 Armii,
  • 19 września, transportem nr 58027 wyjechało 3 oficerów i 95 żołnierzy z 5 i 6 kompanii, z przeznaczeniem dla 4 Armii,
  • 22 września, transportem nr 33163 wyjechało 4 oficerów i 134 żołnierzy z 7 i 8 kompanii oraz kompanii karabinów maszynowych, z przeznaczeniem dla 10 Armii,
  • 25 września, transportem nr 31887 wyjechało 15 oficerów i 382 żołnierzy III baonu,
    z przeznaczeniem dla 11 Armii.

Transport nr 33163 wyjechał ze stacji kolejowej Przemyśl. Pozostałe transporty odjechały ze stacji Bakończyce. Pododdziały pułku do stacji załadowczych udawały się marszem. W czasie marszu przez miejscowości obowiązywał zakaz śpiewu.

Bitwa pod Sarnową Górą – bitwa stoczona w dniach 15 sierpnia – 19 sierpnia 1920 roku przez Grupę Operacyjną w składzie: 42 i 145 pp. z 18 DP, cztery baterie z 18 PAP oraz 8 Brygada Jazdy pod dowództwem gen. F. Krajowskiego z oddziałami sowieckich 4 i 33 Dywizji Strzelców, na południe od Ciechanowa pod m. Sarnowa Góra w pobliżu linii kolejowej Ciechanów – Nasielsk.

Na rozkaz dowódcy Frontu Północnego gen. J. Hallera 5 Armię WP pod dowództwem gen. W. Sikorskiego rozpoczęła 14 sierpnia natarcie nad Wkrą na szykujące się do forsowania rzeki oddziały 15 Armii gen. A. Korka. Grupa Krajowskiego trafiła na słabą osłonę prawego skrzydła rosyjskiej 4 Armii, która głównymi siłami maszerowała ku dolnej Wiśle.
Nie napotkawszy nieprzyjaciela gen. Krajowski zorientował się, że wszedł w lukę pomiędzy sowieckie 4 i 15 Armie. Postanowił to wykorzystać i uderzyć w skrzydło 15 Armii. Przerwał natarcie 8 BJ i skierował ją na Glinojeck – Ciechanów. Zawrócił 42 i 145 PP przeciwko odsłoniętej prawej flance 15 Armii. Nocą z 14 na 15 sierpnia 145 pp. atakiem na bagnety wyparł pododdziały 4 DS z Sochocina. 15 sierpnia główne siły 15 Armii (4, 11, 16 DS) uderzyły na stanowiska polskie nad Wkrą. Tego dnia rano 8 BJ gen. A. Karnickiego zdobyła przez zaskoczenie Ciechanów, rozpraszając stojący tam sztab d-cy 4 A. Szuwajewa. 42 pp., mający początkowo współpracować z kawalerią w natarciu na Ciechanów, na rozkaz gen. Krajowskiego zmienił kierunek marszu na Ojrzeń – Żochy – Sarnową Górę. Po walce z pododdziałami 4 DS o godz. 16.00 pułk opanował Ojrzeń, następnie Żochy, a w nocy z 15/16 sierpnia jego 7 kompania dokonała wypadu na Sarnową Górę. Wzięto jeńców i zdobyto dwa cekaemy. 16 sierpnia o godz. 4.00 pułk uderzył dwoma batalionami na Sarnową Górę, zdobył ją po złamaniu silnego oporu nieprzyjaciela i zgodnie z rozkazami gen. Krajowskiego ruszył z baterią 18 pap na Sońsk. 3 batalion pułku pozostał w folwarku Żochy jako odwód. Energiczne działania grupy gen. Krajowskiego zaniepokoiły dowództwo sowieckie. 15 sierpnia gen. Kork skierował swoją odwodową 33 DS z rejonu Nasielska pod Ciechanów z rozkazem odzyskania tego miasta, a następnie prowadzenia natarcia w kierunku Płońska, na tyły 5 Armii gen. Sikorskiego. Również 4 i 16 DS miały nacierać w kierunku Płońska. 16 sierpnia rano 33 DS odrzuciła 8 BJ z rejonu Ciechanowa i przed południem opanowała opuszczoną przez Polaków miejscowość. Wysunięty na wschód od Sońska 1 batalion 42 pp. został otoczony przez oddziały 4 DS, utracił przydzieloną baterię i z wielkimi stratami przebijał się na Łopacin – Bądkowo. Spieszący mu z pomocą 3 batalion został zaskoczony pod Sarnową Górą atakiem 33 pk i zmuszony do odwrotu w kierunku Sochocina. W ten sposób 33 DS, wzmocniona oddziałami 4 DS, zagroziła lewemu skrzydłu polskiej 18 DP. Gen. Krajowski zareagował zawróceniem pod Sarnową Górę 145 pp., który przed południem zdobył Łopacin. Teraz pozostawił tam 2 batalion do osłony tyłów i ruszył na Sarnową Górę. Po południu, wsparty przez 1 i 2 bataliony 42 PP oraz dwie baterie 18 pap, uderzył na tę miejscowość. Po ostrej walce, w której obie strony poniosły duże straty, oddziały 33 DS odrzucono na północ.

Nocą z 16 na 17 sierpnia stanowiska obronne na północ od Ojrzenia obsadził 144 pp., nad ranem przybyła tu również 8 BJ. Siłami tymi gen. Krajowski zamierzał zaatakować pod Malużynem lewe skrzydło 54 DS z 4 Armii A. Szuwajewa, która zbliżała się do Sochocina od północnego zachodu, zagrażając tyłom wojsk gen. Sikorskiego. Rosjanie uprzedzili polskie natarcie. 33 DS uderzyła siłami 98 BS na Ojrzeń, a 97 BS na Sarnową Górę. Falowe ataki Polacy odpierali przez kilka godzin, ale po południu przeciwnik przełamał pozycje 3 batalionu 145 pp. pod Sarnową Górą i w walce wręcz zadał mu duże straty. Również pod Ojrzeniem Rosjanie początkowo odnieśli sukcesy i nawet opanowali tę miejscowość, ale kontratak odwodów 144 pp., wsparty natarciem pułków 8 BJ, zmusił ich do odwrotu na pozycje wyjściowe.
Kontratak pod Sarnową Górą wykonały odwodowe kompanie 1 batalionu, ale w tym samym czasie przeciwnik siłami 4 DS zaatakował Bądkowo, grożąc wyjściem na tyły oddziałów walczących o tę miejscowość. Dowodzący 145 pp. kpt. J. Uldanowicz rzucił do walki oddział sztabowy, łączników, żołnierzy taborów, telefonistów, którzy po ciężkim boju zmusili nieprzyjaciela do odwrotu. Powiodło się także przeciwuderzenie na Sarnową Górę, przeprowadzone wspólnie przez 3 i 1 bataliony. Przed wieczorem odzyskano utracone stanowiska.

Po odparciu 33 DS oddziały polskie dokonały wieczorem przegrupowania. 144 pp. wraz z 8 BJ odszedł na Malużyn. Jego stanowiska pod Ojrzeniem zajął 145 pp., który został zluzowany pod Sarnową Górą i Łopacinem przez 49 pp. 1 batalion 145 pp. zajął folwark Bronisławie przy drodze Płońsk-Ciechanów, 3 batalion Żochy, 2 batalion w Ojrzeniu jako odwód pułku. 18 sierpnia 33 DS podjęła jeszcze jedną próbę przedarcia się na Płońsk przez Sarnową Górę i Ojrzeń. Po przygotowaniu artyleryjskim ruszyły rosyjskie fale piechoty. Gdy jedna zalegała za nią druga szła do walki wręcz. Folwarki Bronisławie i Ojrzeń trzykrotnie przechodziły z rąk do rąk. Podobnie bój rozgrywał się na odcinku 49 pp. pod Sarnową Górą. Falowe ataki 33 DS nie zdołały przerwać frontu polskiej obrony. Nocą 18/19 sierpnia, w związku z ofensywą Polaków 15 Armia sowiecka rozpoczęła odwrót.

Czterodniowa bitwa o Sarnową Górę i Ojrzeń zapobiegła przełamaniu skrzydła 5 Armii i umożliwiła gen. Sikorskiemu prowadzenie natarcia na Nasielsk-Pułtusk. Skupiając na sobie uderzenia 15 Armii 18 DP w dużym stopniu zdecydowała o pomyślnym przebiegu uderzenia znad Wkry.

W walkach 18 DP straciła 910 zabitych, rannych i cztery działa. Największe straty poniósł 145 pp. – 50% stanu osobowego. Dowódca pułku, dowódcy batalionów i 3 dowódców kompanii zostali ranni. Wzięto do niewoli ok. 500 jeńców. Straty sowieckie do dziś są nieznane.

Po walkach pod Ciechanowem pradziadek Dwornik został zwolniony z WP 16 lutego 1921 w związku z odniesionymi ranami.

W dniu 26 czerwca 1933r. Jan Kanty Dwornik został odznaczony Krzyżem Niepodległości nr 14/3801.

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej rozporządzeniem z dnia 29 X 1930r. ustanowił Krzyż Niepodległości i Medal Niepodległości „celem odznaczenia osób, które zasłużyły się czynnie dla niepodległości ojczyzny w okresie przed wojną światową lub podczas jej trwania oraz w okresie walk orężnych polskich w latach 1918-1921, z wyjątkiem wojny polsko-rosyjskiej na obszarze Polski” (art.1 powołanego rozporządzenia).

Odznakę Krzyża Niepodległości stanowił metalowy, równoramienny, pozłacany krzyż o wymiarach: 42 x 42 mm. Ramiona Krzyża o przekroju spłaszczonego ośmioboku, lekko rozszerzone na końcach pokryte były czarną emalią, lecz nie w całości. Po środku bowiem pozostawiono podłużny nieemaliowany pasek. Na pasku tym, na ramionach poziomych znajdował się wklęsły napis: BOJOWNIKOM NIEPODLEGŁOŚCI. W centralnym punkcie krzyża umieszczony był stylizowany wizerunek Orła w postaci Godła Państwowego. Na rewersie, na środku krzyża umieszczone były litery: RP. Krzyż zawieszony był na wstążce o szer. 37 mm, koloru czarnego, z dwoma wąskim paskami czerwonymi biegnącymi na brzegach.

Jan Kanty Dwornik należał do 1939r. do Związku Legionistów Polskich Koło i Oddział w Kętach. Poniżej fotografia z członkami i sympatykami.

3

 

Garść wspomnień babci Bernasi …

19 wrz

Garść wspomnień babci Bernasi

 

Ostatnimi czasy dużo spędzam na refleksjach o tym, co było, jest i będzie. Nie wiem, czy to wielkie odkrycie, ale ważne są tylko chwile i ludzie tak szybko odchodzą, a mogą tak wiele powiedzieć…

Trudno z perspektywy dnia dzisiejszego pisać o wielu kwestiach, bo od razu pojawiają się wspomnienia i wielkie emocje, które im towarzyszą. Te z natury proste i wręcz błahe rzeczy są i będą najpiękniejszymi przeżyciami, bo co człowiek może dać drugiemu człowiekowi ? To czas. To on pozwala budować więzi, relacje i jest największym darem dla drugiej osoby, niedocenionym zasobem, który bywa marnotrawiony. Nie da się wrócić do przeszłości, ona odeszła, ale zawsze można wrócić do chwil, wspomnień i kalejdoskopu wydarzeń, bo co łączy ludzi ? To wspólna rozmowa. To ona pozwala doznawać emocje i odkrywać przeżycia nam nieznane.

Nie wahaj się więc rozmawiać ! Rozmawiaj językiem serca, bo wówczas jesteś autentyczny i jesteś w pełni sobą !

To była zwyczajna sobota w czasie odwiedzin w Ketach. A może jednak była to nadzwyczajna sobota ? Dziś ja już wiem, jaka ona była, ale też jaką mi się ona wydaje. Woda w Sole popłynęła, kartka w kalendarzu została zerwana, wspomnienia wpisały się w moją pamięć, a miejsce na blogu pozostało do wypełnienia.

Jak to zazwyczaj bywa w czasie weekendu w Nowej Wsi, opuszczamy Wrocław w piątek po pracy, tym razem udało się chwilę wcześniej, bo były obawy przed korkami i zakończeniem roku szkolnego.

Jak zawsze autostrada, bramki na Bielanach i Sośnicy, przejazd przez Śląsk i kierunek Oświęcim… W tej drodze jest chwila na pomyślenie o Brzezince i drodze do szkoły w czasie studiów, o znajomościach, które pielęgnowałem, o mijaniu głównej bramy Birkenau co dnia rano i popołudniu. To miejsce w pamięci na Grojec i dom rodzinny Zemłów oraz ciotki Józi Chwierutowej na Grojeckich Stawach.

To również chwila na spoglądniecie na dom wujka Benka na Kańczudze i ten widok na góry – Bujaków, Kozy a nad nimi Chrobacza Łąka, zaś po przeciwnej delikatne wcięcie i zbiornik na Żarze oraz Kiczora… Dech zapiera i dziś dopiero wiem, w jak cudownym miejscu się wychowywałem i jak pięknie tutaj jest…

Dom w Nowej Wsi jest otoczony głuszą, jest nasza Wiklina i sad i pole i łąka i są ludzie, ci sami, no prawie, bo przecież czas mija, a w tej podróży można uchwycić tylko chwile…

Ta jedna z chwil uchwycona została z babcią Bernasią, która opowiedziała mi pewną historię. Całe wydarzenia to kilka myśli zebranych i mających swoje powiązanie.

Okres wojny spędziła na Budzianach w Czańcu, w tym samym domu, który istnieje do dnia dzisiejszego. Miała wówczas 2 latka, gdy wybuchła wojna, ale czas ten mocno odcisnął się na jej wspomnieniach. Jak wspominała jej mama, a moja prababcia Ludwina pierwszy okres, był stosunkowo neutralny dla Polaków. Niemcy wpierw rozprawiali się z Żydami, szukali ich i mocno prześladowali. Dotyczyło to licznych dochodzeń śledczych wśród mieszkańców Czańca, by najpierw spisać osoby wyznania mojżeszowego, a następnie, aresztować je, osadzić w Getcie w Nowej Wsi lub Andrychowie i by ostatecznie rozwiązać kwestię żydowską. Od początku wojny, po zajęciu Bielska i unormowaniu się sytuacji na froncie, prababcia Ludwina została zatrudniona w fabryce wojennej. Do pracy codziennie wstawała o 3.00 w nocy, by idąc przez dawne pańskie pola i okolice dworu w Czeńcu dostać się na stację kolejową w Kętach, a następnie pociągiem pod specjalnym nadzorem i z Kenenkartą przedostać się do Bielska. Małoletnia Bernatka w tym czasie została w domu wraz ze swoją prababcią Marią Mleczko, która pełniła nad nią opiekę i do 1942r. nad schorowanym mężem Wincentym Mleczko. Co ciekawe Maria Weźnarowska po II mężu Mleczko urodziła się w 1871r. otrzymała po swoim ojcu część domu o numerze 398 i w nim wychowywała swoją wnuczkę Ludwinę, która była córką Katarzyny. Ta rodzinna historia jest dość skomplikowana, bo w związku z wczesną śmiercią swojej córki Katarzyny, Maria przejęła część obowiązków wychowawczych i młodociana Ludowika zamieszkała na Budzianach, gdzie w 1937r. przyszła na świat moja babcia Beradka.

Czas wojny pozwolił Marii pozostać w domu, opiekować się Bernadką i schorowanym mężem,  do momentu, kiedy w 1941r. sytuacja na froncie się nie zmieniła. Pierwsze symptomy nadchodzących zmian miały miejsce jeszcze w 1940r., kiedy to do Czańca zostali skierowani pierwsi bauerowie. Jedną z rodzin był Niemiec Zeichmann wraz ze swoją żoną z Rumunii i kilkorgiem dzieci (trójką).

Jak wspomina babcia Bernasia, bauerów w okolicy Zagłębocza było kilku, a większość mieszkańców pracowała u nich, bo były to dawne ziemie należące do folwarku w Czańcu i nie należały do małego areału. Większość najemców chodziła do pracy w związku z obowiązkiem świadczenia pracy i w zamian otrzymywali niewielkie racje żywnościowe. Jednym z przejawów szczególnej kontroli była oczywiście rejestracja majątku i inwentarza żywego oraz ciągłe przejawy szczególnego znęcania się nad Polakami najstarszego syna Zeichmanów, który należał do Hitlerjugen i był „gorącym” (sic!) wyznawcą Himlera i Hitlera.

Jak wspomina babcia Bernasia ludzie mieli zakaz korzystania z płodów rolnych, zakaz był zbierania zboża bez zezwolenia, owoców z sadów czy innych rzeczy. W zakresie tego nadzoru główną rolę pełnił Pipke Zeichman, który wręcz znęcał się na polskich dzieciach i każdorazowo używał siły fizycznej, jak bicie, kopanie, czy wręcz zastraszanie Oświęcimiem ludzi. Jeną z historii zapamiętała mała Bernasia, kiedy to w czasie zintensyfikowanych prac w polu w lecie, Pipke wkroczył do domu i zastał małą dziewczynkę z jej starszą prababcią. Nie zwracając uwagi na wiek zapytał dlaczego jest w domu, a nie w polu, ta nie znając języka niemieckiego nei mogła nic odpowiedzieć, a on nie będąc dłużnym spoliczkował starszą kobietę i pchnął w kąt. W wyniku wrzasku jaki podniosła mała dziewczynka, Pipke uciekł z domu, a okoliczni, którzy widzieli to zjawisko opowiedzieli jego ojcu o tym zdarzeniu. Co jednak ciekawe, sam starszy Zeichmann, powiedział, że oczywiście zwróci na to uwagę, ale sam musi zachować ostrożność, bo syn jest czołowym przewodnikiem Hitlerugend i może donieść na niego do SS. Kilka miesięcy później Zeichman otrzymał pobór do wojska na front wschodni, z którego już nigdy nie powrócił. Wówczas to główną rolę przejął Pipke, a przemoc była wszechobecna. W związku z powołaniem do armii bauerowie otrzymali zgodę na zwiększenie zatrudnienia o innych polskich pracowników. W 1944r. pracowała tam ponad 10 osób.

Rodzina Zeichmanów ciągle liczyła na powrót ojca i czekała do ostatnich chwil w 1945r. Kiedy front był już na przedpolach Andrychowa, a walki trwały w całej okolicy na drabiniastym wozie udali się  w kierunku Bielska, nie wiadomo czy udało się im uciec, bo od wojska dzieliło ich kilkanaście kilometrów, zaś każda osoba złapana przez wojsko radzieckie z pierwszego frontu nie szczędziła litości dla Niemców.

W tym samym czasie, w którym Zeichmanowie opuszczali Czaniec, jeden z robotników przymusowych z Roczyn, dziś pamiętamy, że był to Józef, otrzymał pod karą rozstrzelenia przez Pipke, nakaz udania się z nimi w kierunku granicy. Jednak młody Polak uciekł koło domu Wykrętów do Gwiźdźów/Mleczków, gdzie Ludwina i Maria udzieliły mu schronienia, wskazując, że w przypadku pukania do drzwi przez Pipke ma uciekać drugim wejściem w kierunku potoku a następnie na cmentarz i do lasu. Na szczęście młody bauer nie odważył się przyjść, a ostrzały zmusiły ich samotnie do ucieczki. Tak młody robotnik z Roczyn doczekał końca wojny u Gwiźdżów w domu, a po kilku dniach spotkał się z ojcem, który nie szczędził podziękowań za pomoc synowi.

Ostatnim z epilogów wojennych, jaki wpisał się w pamięć małej Bernatki był atak z olszyny przy potoku przed domem Cemplów na radzieckich żołnierzy jadących od Roczyn na wysokości cmentarza. W momencie przymierzonego ostrzału z okien domu obserwowała to młoda dziewczynka, która zarejestrowała wielki szał koni i galop w kierunku ostrzału. Ziemia , a właściwie błoto odpryskiwały i prędkość, którą pognali w kierunku Zagłęboczna spowodowała, że mała potyczka przerodziła się w strzelaninę, w której zginęło 2 Niemców z Volkstrumu. Radziecki żołnierz rozkazał Cemplom pochowanie zwłok i posprzątanie całego miejsca.

W kilka dni później wieczorową porą Ludwina usłyszała szamotanie do drzwi i niemieckie Hilfe. Co ciekawe było to dwóch Niemców, którzy szukali schronienia. Rodzina Gwiźdzów i Mleczków bała się udzielić schronienia i jedyne, co to obdarowała ich ubraniami. Jak się okazało byli to Niemcy, którzy nie zdążyli uciec przed frontem i zostali w Czańcu. Kilka lat po zakończeniu wojny przyszedł list od nich, że przedarli się oni do Niemiec i przeżyli.

Wszystkie te luźne wspomnienia, te chwile są pewnego rodzaju rejestrem wydarzeń, które miał miejsce w Czańcu na Zagłęboczu i być może ktoś podejmie się wyzwania ich weryfikacji lub uszczegółowienia, bo są wynikiem obserwacji i zasłyszenia opowieści przez małą dziewczynkę, której przyszło dorastać w tych trudnych czasach.

 

Dziękuję Babciu !

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Rodzina Dworników

 

700 Lat Marczowa

13 lip

W tym roku w dniach 3-4 lipca w Marczowie świętowaliśmy wielką uroczystość 700 lat wsi. Pierwsza wzmianka pochodzi z 1315r., kiedy to: „Pan Wilrich, prepozyt klasztorny, zakupił od Otto von Kittlitz, dla klasztoru w Lubomierzu, pola, łąki oraz lenno kościelne (Kirchenrecht) w Golejowie i Marczowie.”

 

Uroczystością przyświecał ambitny plan obchodów.

IMG_00363rd of July 2015 deutsch

 

Dziś przesyłam kilka zdjęć z tych pięknych chwil i oczywiście uchwyconych.

1

1a

2

2a33a

45

6

7

 

8

 

Dziękuję wszystkim za pomoc, zaangażowanie i to, że po prostu byliście w Marczowie :)

 

 

 

Tajemnicza skrzynia – historia wspomnieniami pisana…

08 cze

Ta historia już budowała się w mojej głowie od pewnego czasu, bo ma pewną wartość i jest kolejną uchwyconą chwilą ….

Wszystko zaczęło się kilkanaście lat temu, kiedy w stodole u dziadków ponownie odkryłem pewną wielką skrzynię posagową – wiejską – ubogą w ozdoby, ale bogatą w historie. Pierwsze moje skojarzenia związane były z faktem, że już za dziecka ją widziałem i była w „starym domu” pod numerem 89 w Nowej Wsi. Pamiętam, że dziadek przetrzymywał w niej zboże, a później ramka do pszczół, więc nie było to nic specjalnego i nadzwyczajnego. Po prostu zwykła skrzynia, zbita na potrzeby i służąca na wsi do przechowywania różnych produktów.

W raz z rozwojem moich zainteresowań, prowadzeniem wywiadów w rodzinie, szukaniem nowych wątków, przyszedł i czas na okres 1939-1945. Wówczas to rozmawiając z Babcią w pewnej opowieści pojawił się ciekawy podmiot – drewniana skrzynia. No ale wszystko i po kolei.

Moja Babcia urodziła się w 1940r. i wiele rzeczy pamięta ze wspomnień swoich rodziców lub opowiadań, jakie krążyły w rodzinnych wspomnieniach. Posiadłość na Widłoku Żakowie nabyli prawnie w 1927r. i była to pozostałość po tartaku wodnego tzw. piła z dóbr Dołkowskich i Chrzanowskich.

Chrzanowski - Widłok - Tartak1Fotografia/kopia ze zbiorów własnych.

Żakowie zajmowali się w znacznej mierze rolą, szczególnie ogrodnictwem, gdzie prym wiódł pradziadek Staszek ze swoim ogrodem na zakupionym Kamieńcu oraz nową szklarnią i stodołą zbudowaną przed 1939r. Jednak jego głównym zajęciem była praca na etacie na kolei w Ketach i w Bielsku. Pomagała mu żona Frania, która wychowywała już 3 dzieci, a kolejne – Łucja było w drodze.

Wybuch wojny zaskoczył rodzinę, która z jednej strony zamierzała ewakuować się, zaś z drugiej nie chciała opuszczać majątku i uciekać na Wschód. Dlatego zdecydowali się oni, że matka wraz z niespełna 3letnią Krysią zostanie w domu, zaś pierworodny Benedykt z kumą uda się do Krakowa i z częścią rodziny w dalszą podróż.

Jak się okazało, w związku z Blitz Kriegiem po niespełna 2 tygodniach, po dotarciu do Rakszawy, jak mawiała prababcia, Benedykt z częścią rodziny z Nowej Wsi wrócił do domu. Sytuacja nadal była niespokojna, choć nowa władza już ukonstytuowana jeszcze nie dawała się we znaki.

Pierwsze miesiące upływały we względnym spokoju. Przełomem okazał się rok 1940r. Wówczas to prababcia Frania będąc w ciąży z córką Łucją, straciła matkę, która zmarła w sierpniu, zaś w domu zamieszkało kilka rodzin. Wszystko zaczęło się wiosną, kiedy to na rozkaz zarządcy Nowej Wsi zarekwirowano nową stodołę i przemieszczono ją na drugą stronę Nowej Wsi i to niech pozostanie tajemnicą autora „gdzie”. Jednocześnie na terenie Widłoka, ale nie tylko zaczęli pojawiać się „nowi” mieszkańcy. Byli to bauerowie. Jedni, rodzina Kochów, zamieszkali obok Żaków na dobrach jej siostry Heleny Barbachen, kolejni to Scherli u Kusaków i Verb u Danków. Okazało się, że przejmowali oni domy podpiwniczone, nowe lub z dużą ilością ziemi. Żakowie nie mogli czuć się bezpieczni, stąd zdecydowali się na przygarnięcie kilku rodzin i oddali im połowę domu, a sami zamieszkali w drugiej, gdzie do dyspozycji mieli kuchnię i pokój. W ten sposób chcieli uniknąć wysiedlenia.

Jednocześnie wśród ludzi krążyły historie o Gettcie w dawnej szkole i o tym, co robią z ludźmi w Oświęcimiu zwłaszcza Żydami.

Nie pewnie czuł się również pradziadek Staszek z rodziną, bo mimo, że pracował na kolei, to skończył szkołę jubilerską i pracował u Żyda w Bielsku, który posiadał sklep z biżuterią. Ludzie pamiętali o tym i często o to dopytywali, czy oby ty masz jakieś korzenie…?

Sytuacja była napięta i łatwo było o aresztowanie, bo posiadanie Kennenkarty nie dawało gwarancji życia. O tym decydowało szczęście.

Jedną z rodzin, która otrzymała do dyspozycji pokój, a po naszemu izbę z piecem była rodzina Drabków z Nowej Wsi. Wprowadzili się oni rychło na Widłok i przebywali tam do 1945r., zabierając ze sobą część mająteku ze swojego domu, który utracili na rzecz „nowych” domowników.

Z miesiąca na miesiąc życie stawało się trudniejsze, nowe restrykcje, godzina policyjna, kolejny członek rodziny,a  właściwie członkini – Łucja, wysiedlenia, łapanki, historie o Oświęcimiu i inne nie podtrzymywały na duchu. Posiadanie kawałka ziemi nie było gwarancją pełnego żołądka, bo rekwirowanie płodów rolnych to była codzienność. A na dodatek nadzorca Widłoka, zagorzały zwolennik Hitlera i polityki Drang nach Osten, bauer Scherli mocno interesował się sąssiadami, często powtarzając, że ci co nie mają oznak rasy nordyckiej będą wkrótce w Oświęcimiu (sic).

Ludzie skupieni w Nowej Wsi pod numerem 89 mieszkali ze sobą i co dnia liczyli na lepsze jutro. Czas płynął a sytuacja na przełomie 1943 i 1944r. stała się patowa. Brakowało jedzenia, ciągły strach przed wysiedleniem i brak perspektywy nie napawał optymizmem.

Pewnego jesiennego wieczoru 1944r. wydawało się, że można już tylko odliczać godziny do wysiedlenia. W związku z brakiem mąki na chleb, Frania zdecydowała się udać do młyna, aby zmielić zboże i móc nakarmić dzieci. Było to zakazane, bo skąd Polacy mieli zboże, dlaczego nie przestrzegali godziny policyjnej ?

Złamane zakazy i jakże łatwo o utratę życia.

Pech chciał, że będąc już na Widłoku została namierzona przez Scherliego, który krzycząc: Hatl, Halt…. biegł za nią.Udało się, zgubiła go i z workiem mąki zdołała zatrzasnąć drzwi od domu.

Brak świateł i głucha cisza, walenie do drzwi zbudziło domowników. Frania zdołała się szybko przebrać i ukryła worek z mąką, zaś mąż Stanisław uchylił je i odpowiedział, że nikt nigdzie nie wychodził i że wszyscy śpią.

Dziwnym trafem, wielkim szczęściem Scherli odpuścił i odszedł, a rodzina Żaków i współmieszkańców najadła się oprócz strachu również świeżego chleba.

Sytuacja w 1945r. zmieniła się, bo w styczniu Wojska Radzieckie były już w Kętach, a rodziny u Żaków opuszczały dom szukając nowego miejsca lub powracając do utraconych w 1940r. swoich domostw. Także rodzina Drabków wróciła do siebie, a w podziękowaniu za pomoc, pozostawiła drewnianą, wiejską posagową skrzynię.

IMG_0015

Ta skrzynia pełna tajemnic przetrwała wojnę i dotrwała do dziś. Posiada ogromną wartość i jest pełna historii, które pewno są bardziej pasjonujące niż ta przedstawiona powyżej, ale jak przekonać ją, by się nimi podzielił :)

 

Od dziś skrzynia dostaje kolejne życie i będzie służyła kolejnemu pokoleniu….

IMG_0023

W tym miejscu chcę bardzo podziękować mojej babci – Łucji, która dzieliła się i dzieli ze mną tymi rodzinnymi wspomnieniami, historiami wiecznie żywymi i utrwalonymi, by uchwycić chwile, bo to nadaje życiu sens !

Te słowa, a jakże wielkie DZIĘKUJĘ BABCIU !

 

Wypisy z książki „300 miast wróciło do Polski” W.J.Grabowski – propaganda sukcesu czy… no własnie co ? Informator historyczny jak w tytule książki ? cz. 3 – Lubomierz

17 maj

Lubomierz

Liebenthal.foto_.1  Źródło: http://chwila.com/liebenthal/

Miasto na Dolnym Śląsku, w woj.wrocławskim, w pow.lwóweckim, nad rzeką Oldzą, dopływem Kwisy, stacja kolejowa między Lwówkiem Śl. (16 km) a Gryfowem Śl. (7 km), przy szosie rozwidlającej się tu ku Jeleniej Górze i na Lubań – Świeradów, czasami też zwane Lubomyślem.

Przed wojną w 1939r. żyło tu 1660 mieszkańców podających się za Niemców. Po wojnie Polacy odnowili opuszczone miasto i zaludnili tak, że w ciągu dziesięciolecia wyrównali przedowjenny poziom zamieszkania. Jest tu piękny kościół parafialny, barokowy. Rozwija się drobny przemysł drzewny, ale nie to jest tytułem do sławy polskiej Lubomierza, lecz to, że przed wiekami miejscowość Lubomierz jak rzadko która przysłużyła się kulturze polskiej stając się kolebką paru rodzin – pionierów drukarstwa polskiego.

pt1522 Źródło: http://chwila.com/liebenthal/

Z Lubomierza pochodzą: Hieronim Wietor, Marek Szarffenberg, Siebeneycherowie, założyciele dynastii drukarzy i księgarzy polskich. Któż więcej niż oni zasłużyli na miano Polaków. Wietor studiował w latach 1497-99 na Uniwersytecie Krakowskim, po czym wyjechał za granicę, ucząc się sztuki drukarskiej, i założył pierwszą swą drukarnię w Wiedniu, w któej w 1515r. odbił pięknymi czcionkami 15 stronicowy panegiryk Jana Dantyszka ku czci króla polskiego Zygmunta, ozdobiony na wykwintnej karcie tytułowej orłem polskim w koronie, ale bez Zygmuntowskiego S. Po tym roku Wietor przeniósł się do Krakowa i obok Hallera i Kuglera odbijał polskie inkunabuły wprowadzając czcionki, które przerodziły się w antykwę polską. Jemu zawdzięczamy  drukowanie wydanie (1521r.) pierwszej historii Polski Miechowity i inne bibliofilskie osobliwości. Marek Szarffenberg i jego potomkowie Stanisław i Mikołaj szczycą się, oprócz ksiąg Reja, także pierwszym tłumaczeniem psalmów przepiękną prozą polską, a wreszcie olbrzymimi tomami Biblii zdobionej drzeworytami, a znanej jako Biblia Szaffenberga z 1577r. Siebeneycherowie: Marcin, Mateusz i Jakub drukowali w Krakowie do 1625r., a zawdzięczamy im między innymi (Jakubowi) pięknie ilustrowaną drzeworytami Kronikę Polską Marcina Bielskiego  z 1597r.

W 1957r. mieszkało w Lubomierzu w 1300 izbach 1540 osób zajmujących zatrudnienie w miejscowym przemyśle drzewnym, 8 zakładach rzemieślniczych i 7 sklepach.

 

02Źródło: http://www.viafabrilis.eu/pl/places/lubomierz

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Marczów, My...

 

Reformacja na Pogórzu Kaczawskim Szwenkfelderzy – Szfenkfendlyści – Twardocice – Harpersdorf – Caspar Schwenckfeld von Ossing

29 mar

Szwenkfelderzy – Szfenkfendlyści – Twardocice – Harpersdorf – Caspar Schwenckfeld von Ossing

 

Cała historia rozpoczęła się przeszło 500 lat temu w okresie reformacji i jest obecna w lokalnej społeczności do dziś. Jej główną postacią jest Caspar Schwenckfeld von Ossing i jego zwolennicy, którzy po dzień dzisiejszy praktykują jego idee w USA w Pensylwanii, która była brytyjską kolonią.

Caspar Schwenkfeld zwany również Eliander, Caspar Greysencker, Greisenecker, Gryseneggerus, Caspar Dinopedius, Johan Dinopedius von Greiseneck, Konrad Bleckschaff.

 

Caspar Schwenckfeld von Ossing

Kaspar Schwenkfeld jest twórcą kościoła Szwenkfeldystów, który powstał  w czasie reformacji i należał do uczniów samego Marcina Lutra. Jego młodość związana była z miejscowością Osiek pod Lubiniem, gdzie jako syn miejscowych szlachciców wychowywał się w duchu katolicyzmu. Jako młodzieniec opuścił rodzinne ziemie i podróżował do Kolonii i Frankfurtu nad Odrą, gdzie studiował i w 1519 r. pod wpływem idei M.Lutra zmienił religię na protestantyzm.  W kolejnych latach jako kaznodzieja szerzył nowe idee na Śląsku w tym na dworze Fryderyka II Legnickiego, który uczynił luteranizm religia państwową. Był on radcą dworu księcia, przyczynił się do powstania protestanckiego uniwersytetu legnickiego i szerzenia nauk filozoficznych.

IMG_0058IMG_0057

Kolejny czas spędził Kaspar Schwenfeld na studiowaniu koncepcji, które coraz częściej okazywały się sprzeczne z nauczaniem Lutra. Ostatecznie przyjął ich doktrynę, co spowodowało przeciwstawienie się twórcy reformacji i w Wittenberdze odstąpił od jego koncepcji, gromadząc swoich zwolenników wobec swojej charyzmy. Poprzez swoje działanie narazi się na mocny ostracyzm ze strony zwolenników Lutra, co doprowadziło do scalenia grupy i przejścia do tajnego nauczania oraz działania w konspiracji.

W kolejnych latach Kaspar Schwenkfeld nauczał w Strasburgu, Augsburgu, Ulm czy Esslingen am Neckar. U schyłku życia w związku z prześladowaniami religijnymi przebywał w ukryciu i do dziś miejsce jego pochówku nie jest znane.

Duchowym przywódcą schwenkfeltystów został Valentin Krautwald. Od początku powstania nowego ruchu jego zwolennicy doświadczali prześladowań ze strony kościoła katolickiego, luterańskiego i władz świeckich, dlatego przez większość czasu ich spotkania odbywały się potajemnie. Przez lata w ramach „wojen religijnych” karano ich grzywnymi, zabraniano praktykowania obrzędów, więziono czy nawet odbierano dzieci.

Najtrudniejszym okresem dla wyznawców nauki Kaspara Schwenfelda był okres panowania Karola VI, który w 1719 r. sprowadził na teren Dolnego Śląska Jezuitów. Za główne ich działanie uznano uzyskanie jedności religijnej kościoła katolickiego. Sytuacja z roku na rok stawał się coraz trudniejsza, zaś każde ograniczenia powodowały, że życie szenkfeldystów było walką o przetrwanie. Na rozkaz cesarza przybyło dwóch księży jezuitów, których zadaniem było nawrócenie schwenckfeldystów na rzymsko-katolicyzm. Skłócili  schwenckfeldystów i luteran ze sobą, niszcząc ład społeczny. Schwenckfeldyści obowiązkowo musieli uczęszczać na nauki, a za niestawienie się płacili wysokie kary. Pierwsza nieusprawiedliwiona nieobecność kosztowała 10 talarów, druga 20, trzecia 36. Z zebranej kwoty 12.000 talarów w 1732 r. wybudowano kościół katolicki.  Ich małżeństwa uznano za nieważne oraz zakazano związków mieszanych z luteranami. Chrzest mógł być tylko katolicki, dzieci do chrztu odprowadzało wojsko cesarskie.  Nad sierotami sprawowano specjalny nadzór, wychowując je na katolików. Zakazane książki i pisma były konfiskowane, a praktyki religijne ściśle zakazane. Często zakuwano ich w dyby i stawiano pod pręgierzem, tych co odmawiali wykonywania rozkazów więziono w zamkach książęcych w Legnicy, Jaworze oraz Grodźcu. Nawet skazywani byli jako niewolnicy na galery. Nie mogli sprzedawać swojej własności, ani kupować ziemi, czy gospodarstw. Mieli zakaz opuszczania miejsc zamieszkania bez specjalnego zezwolenia. Zakazano im grzebania zmarłych na lokalnym cmentarzu w tzw. święconej ziemi (taki zakaz dotyczył tylko samobójców i kryminalistów), co oznaczało, że nie mogli być pochowani w obrządku chrześcijańskim.  Dlatego zmarłych chowano w lasach i na polach, poza granicami wsi (podaje się, że w latach 1720-1740 pochowano 200 – 300 osób).  Na pamiątkę tych wydarzeń w roku 1863 został wystawiony pomnik.

 

Na piaskowcu w dwóch językach: polskim i angielskim widnieje napis: „W tym miejscu spoczywają w bogu wierni Schwenckfeeldyści, pochowani w latach 1720 – 1740.Pomnik ten ufundowali w 1863 roku mieszkający w Ameryce północnej ziomkowie z Proboszczowa, Twardocic, Dłużyca, Bielanki”.

poltora-wieku-temu-amerykanscy-2593_l

Ostatecznie pod koniec lat 20 XVIII wieku uzyskali przychylność saksońskiego księcia Nicholasa von Zinzendorfa. Po jego śmierci Jezuici domagali się wydania wszystkich innowierców, którzy doświadczając kolejnych prześladowań udali się do Holandii, a stamtąd do Ameryki. W latach 30 XVIII w. nastąpiła kolejna emigracja, aż w 1826 r. umiera na Dolnym Śląsku ostatni szwenfleder. W sumie do 1737 r. przypłynęło do Ameryki sześć grup. Razem było to 209 osób.

IMG_0061

Głównym ośrodkiem szerzenia idei Kaspara Schwenfeldów był Dolny Śląsk, gdzie do XVIII w. największa liczba jego zwolenników i wyznawców była w Twardocicach, Proboszczowie, Czaplach, Rochowie i Bielance. W okresie świetności liczba osób deklarujących tą religię oscylowała między 1500 a 1700 wyznawców.

 

Polska Nazwa / Polish name Niemiecka nazwa / German name
Rochów Armenruh
Zbylutów Deutmannsdorf
Twardocice Harpersdorf
Czaple Hockenau
Dłużec Lang Neundorf
Bielanka Lauterseiffen
Pielgrzymka Pilgramsdorf
Proboszczów Probsthein
Sobota Zoboten

 

IMG_0062

 

 

 


http://pl.wikipedia.org/wiki/Szwenkfeldy%C5%9Bci

http://www.christianity.com/church/church-history/timeline/1501-1600/kaspar-schwenkfeld-took-a-separate-path-11630004.html

http://www.netlibrary.net/articles/kaspar_schwenkfeld_von_ossig
http://www.ucc.org/about-us_hidden-histories_the-schwenkfelders
https://sudeckiedrogi.wordpress.com/tag/szwenkfeldysci/
http://historia.focus.pl/polska/swego-nie-znacie-heretycy-pod-kaczawskim-wulkanem-1537/zdjecie/poltora-wieku-temu-amerykanscy-2593
 
 

Marczowska Skała, Loreleyfelsen, Loreleyfels, Marszowska Skała, Skała Lorelei,

16 mar

Marczowska Skała

inne nazwy: Loreleyfelsen, Loreleyfels, Marszowska Skała, Skała Lorelei,

Obraz 055

To urwisko skalne u pd.-wsch. skraju Wzniesień Gradowskich wyrastające ze wschodniego zbocza Góry Stróżnej na lewym brzegu Bobru, które tworzy w tym miejscu obszerne zakole w przełomowym odcinku doliny na terenie Parku Krajobrazowego Doliny Bobru.

Znajduje się na wysokości ok. 300-310 m na północnym krańcu Bobrzego Uroczyska, przy poniemieckiej Śliwkowej Ścieżce nad linią kolejową z Wlenia do Lwówka Śląskiego.

Obraz 056

Skały zbudowane są z ordowickich łupków fyllitowych otoczone dookoła lasem mieszanym.

 

Nazwa skały wiązano z osadnikami z Nadrenii, którzy mieli tu przybyć w średniowieczu, co może być dużą nadinterpretacją, gdyż sama Lorelei odnosi się do epoki romantyzmu. Na pewno nie ulega wątpliwością jej związek ze skałą Lorelei w przełomie Renu.

bd1a9fa5823e694c0412b280d8d5fcb0,2,0

Źródło: http://barka.salon24.pl/493091,zlotowlosa-czarodziejka-lorelei

Legenda o Lorelei:

Wiele lat temu na szczycie skały Lorelei mieszkała piękna i bezduszna nimfa wodna. Miała ona złote włosy, białą jak śnieg skórę, usta różowe i zacięte. Kiedy śpiewała, jej głos zniewalał mężczyzn. Gdy zapadał zmierzch, ukazywała się oczom ludzkim w całej swej krasie i żadne mężczyzna nie mógł oprzeć się jej wdziękom i cudownemu brzmieniu pieśni. Żeglarz, niemądrzy na tyle, by znaleźć się w pobliżu Lorelei o zachodzie słońca, kierowali swe łodzie prosto na wysoką skałę. Gdy jak urzeczeni spoglądali w górę na przepiękną nimfę, ich łodzie rozbijały się na drobne szczątki, a nieszczęśnicy tonęli w zimnych wodach rzeki.
Pewnego roku Ronald, syn zarządcy panującego dworu przysiągł, że nie da się oczarować nimfie z Lorelei.
- Ja nie utonę! – przechwalał się. – Wedrę się na skałę, pochwycę dziewicę z Lorelei i uczynię ją swoją żoną.
Zapłacił hojnie rybakowi, który tuż przed świtem dowiózł go pod skałę. W świetle wschodzącego słońca ujrzeli białą postać nimfy potrząsającej złotymi włosami. Słychać było jej kuszący śpiew i dźwięczny śmiech.
- Płyń szybciej! – wykrzykiwał Ronald do rybaka. – Ona zniknie, zanim wejdę na skałę.
Ale rybak płynął powoli i uważnie. Nie chciał, by jego łódź rozbiła się o skały, jak wiele innych łodzi.
- Szybciej! – ponaglał Ronald, a kiedy rybak go nie posłuchał, młodzieniec wskoczył do wody i popłynął w kierunku skały, a wtedy fala zalała go i utonął jak wielu innych, którzy próbowali pochwycić nimfę Lorelei. A okrutna dziewczyna śmiała się, aż światło świtu skryło ją przed wzrokiem ludzkim.
Ojciec Ronalda miał złamane serce. Wydał rozkaz zabicia nimfy, aby nigdy więcej nie przyczyniła się do śmierci żadnego mężczyzny. Następnego dnia czterech walecznych rycerzy wyruszyło w kierunku wielkiej skały. Byli to doświadczeni wspinacze o mocnych sercach. Wdarli się na skałę, a kiedy zapadł zmrok i nimfa Lorelei pojawiła się przed nimi, byli pewni, że niebawem będzie po wszystkim/
- Zrzucimy cię ze szczytu skały do rzeki! – krzyczeli. – Rozpadniesz się na drobne kawałki i to będzie koniec twojego diabelskiego żywota.
Przez moment nimfa zawahała się i wydawało się, że jest przerażona, ale nagle zaśmiała się.
- Ren jest moim ojcem – powiedziała. – Nie pozwoli wam mnie skrzywdzić. On mnie przed wami obroni.
Zdjęła sznur pereł, który miała wpleciony we włosy i naszyjnik z szyi. Potem rozerwała je i nachylając się nad wodą wrzuciła wszystkie perły do wrzącej kipieli.
- Ojcze! Ojcze! – zawołała. – Obroń mnie! Wody Renu zanieście te perły do mojego ojca i powiedzcie mu, że grozi mi niebezpieczeństwo. Poproście go, by wysłał swe pieniste rumaki, aby uwolniły od wrogów.
Wtedy woda w Renie zagotowała się, zahuczała, podniosła się jak dwa białe konie i przelała się przez szczyt skały zabierając ze sobą dziewicę z Lorelei.
Nigdy więcej nie zaśpiewała na szycie skały.
Rycerze pospieszyli do domu, aby powiedzieć zbolałemu ojcu nieszczęsnego Ronalda, że nimfa odeszła na zawsze. Wszyscy cieszyli się na myśl, że już żaden mężczyzna przez nią nie zginie. Natomiast zarządca dworu do końca życia nosił żałobę po swoim synu.

Postać Lorelei była inspiracją utworów literackich i muzycznych, oprócz Heinego pisał o niej Clemens Brentano, a muzykę komponował Franciszek Liszt. Utwór pod tym tytułem na swej płycie Aégis zamieścił grający gothicmetalową muzykę zespół Theatre of Tragedy, jak również zespół Fading Colours na płycie I’m scared. Także zespół Blackmore’s Night stworzył utwór pod tytułem „Lorelei”. Do postaci Lorelei nawiązał też w latach 80. Kapitan Nemo w piosence „Twoja Lorelei”. Lorelei to także tytuł jednego z utworów na płycie Treasure szkockiego zespołu Cocteau Twins. Także w dorobku zespołu Wishbone Ash znajduje się utwór o takim tytule. Utwór Lorelei znajduje się również na wydanej w roku 2010 płycie pożegnalnej niemieckiej grupy Scorpions. Postaci Lorelei poświęcona jest piosenka Haliny Mlynkovej pod tym samym tytułem z płyty Po drugiej stronie lustra (jesień 2013).

f

 

Lorelei spopularyzował Clemens Brentano (1778-1842), umieścił tę balladę w młodzieńczej powieści Godwi (1801/02), gdzie śpiewa ją jedna z bohaterek, Violetta, dając wyraz zawiedzionej miłości. Nie była to legenda, lecz oryginalny utwór Brentana. W tym czasie pisarz zaprzyjaźnił się z Achimem von Arnim i odbył z nim romantyczno-pieśniarską żeglugę Renem. Po paru latach obaj przyjaciele wydali wspólnie zbiór dawnych i stylizowanych pieśni ludowych Cudowny róg chłopca (Des Knaben Wunderhorn), który wywarł ogromny wpływ na rozwój niemieckiego romantyzmu.

Motywy te opracował poetycko Heinrich Heine w Pieśni o Lorelei (1823), ze znanym incipitem „Ich weiß nicht was soll es bedeuten…” Muzykę skomponował Friedrich Silcher (1789-1860). Przedtem Joseph von Eichendorff umieścił w debiutanckiej powieści Ahnung und Gegenwart (1815) napisany trzy lata wcześniej wiersz, swobodnie traktujący postać tragicznej i złowróżbnej dziewczyny (muzyka Schumanna):

ROZMOWA W LESIE

Już późno tak, i wieje wiatr,
A ty gnasz sama przez ten las?
To wielki las i zbłądzi koń,
Dzieweczko miła! Spieszmy w dom!

„Jest wiarołomny każdy mąż,
Me serce biedne krwawi wciąż,
Podstępnie zwodzi rogu głos,
Uciekaj! Nie wiesz, czym mój los.”

Jak zdobny koń, jak świetny strój,
Czarownym zwidem obraz twój,
Poznałem – Boże, siłę daj!
Tyś czarownica Lorelei.

„Poznałeś mnie – z wyżyny hen
Mój zamek patrzy w cichy Ren.
Już późno tak, i wieje wiatr,
I nie wypuści cię ten las!”

Ballada o Lorelei zapoczątkowała mit pięknej czarodziejki, który u schyłku wieku (i później) znalazł przedłużenie w postaciach kobiet fatalnych. Trzeba jednak pamiętać, że ma on źródła ludowe i głównym jego przesłaniem pozostaje przestroga przed lekkomyślnym zadawaniem bólu w miłości.

 

Marczowska Skała stanowiła bardzo popularny cel spacerów z Wlenia/Lahn. Uchodziła i uchodzi za wspaniały punkt widokowy, z którego można podziwiać Dolinę Bobruw obu kierunkach, zaś przy dobrej widoczności dostrzec można Śnieżkę. Na wierzchołku skały była platforma, zabezpieczona balustradą wraz z tablicą objaśniającą panoramę. Z opisów w starych przewodnikach odnaleźć można informację, że u jej podnóża ustawiono figurkę rusałki Lorelaei.

Obraz 054

Obecnie miejsce to jest pomijane w przewodnikach i nie zaznaczane na szlakach wędrówek. Nie ukrywam, ze nie jest ono w żaden sposób oznakowane czy też opisane, a samo dotarcie do punktu nie należy do najłatwiejszych. Za to widoki są fantastyczne.

Obraz 073

 

 

Źródła:

1. Słownik geografii turystycznej Sudetów t. 7. Pogórze Kaczawskie (wyd. 2001).

2. http://pl.wikipedia.org/wiki/Loreley

3.http://www.casopisharmonie.cz/rozhovory/rusalka-jsem-vodni-vila.html

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Marczów, My..., Podróże

 
 

  • RSS